Po dwóch latach, Zeus wysłał Myśliwych Artemidy na poszukiwania. Od jego zniknięcia, większość bogów puściło w niepamięć swoje urazy wobec Percy'ego, zdając sobie sprawę, że jego serce i intencje były czyste.
Po trzecim roku bez szczęścia w poszukiwaniach, zaczęto martwić się o jego bezpieczeństwo. Hades zapewnił Radę, że Percy wciąż żył, lecz nadal martwiono się.
Po czterech latach, zaczęto myśleć, że nigdy nie wróci. Był nieśmiertelny, ale przez brak kontaktu, wydawało się, że Percy chciał odciąć się od boskiego świata. Pomimo utraty nadziei, Łowczynie nadal szukały Percy'ego, głównie dlatego, że Thalia nigdy nie była taka sama, po zniknięciu Percy'ego. Dziewczyna wiedziała, że zdrada Annabeth zabolała go najbardziej, ale Percy, znikając, jeszcze bardziej zranił Thalię. Artemida również była wściekła ponieważ półbogowi udawało się unikać jej Łowczyń. One niegdy nie zawiodły. Do czasu, gdy Percy Jackson zniknął. Chłopak jakby zniknął z powierzchni Ziemi. Blisko, ale nie do końca.
Dwa lata po zniknięciu Percy'ego, półbogowie zaczęli pojawiać się w Obozie Herosów, pozornie sami. Mówili oni, że zostali znalezieni przez mężczyznę, który pomógł im w podróży do Obozu, ale nie chciał z nimi do niego wejść. Herosi mieli nadzieję, że to Percy, lecz kiedy półbogowie opisywali go, mówili, że ma brązowe włosy i brązowe oczy, miażdżąc ich nadzieję, że Percy był w pobliżu.
Po połowie tuzina półbogów, którzy pojawiali się w Obozie w towarzystwie tajemniczego mężczyzny, bogowie zaczęli się zastanawiać, kim był i dlaczego ratował herosów. Mężczyźnie udało się nawet doprowadzić dziewczyny do obozowiska Łowczyń, znikając, nim Łowczynie zauważyły, że nowa dziewczyna weszła do obozu, co rozwścieczyło Artemidę ogromnie. Kiedy bogini prosiła dziewczyny, by te opowiedziały jej swoje historie, zwykle mówiły przerażające opowieści o nadużyciach, zarówno fizycznych, jak i seksualnych. Mówiły, że mężczyzna pojawiał się i ratował je, sprawiając okropny los ich oprawcom. Pytane o niego, młode dziewczyny uśmiechały się, mówiąc, że był miły i opiekuńczy, jak starszy brat, który przyszedł im z pomocą. Kiedy opisywały tego człowieka, dawały taki sam opis, jak obozowicze, brązowe włosy i brązowe oczy. Jedyną wskazówka jego osobowości było jego imię, Blake. Pomimo tego, jak zła była Artemida, że mężczyzna zdołał wejść do jej obozowiska niezauważony,bogini nie mogła zaprzeczyć, że posiadała do niego niewielką ilość szacunku. Z opowieści młodych dziewcząt wynikało, że mężczyzna zajmował się ich oprawcami w sposób, który był równie, jeśli nie bardziej brutalny, jak to, co ona by im zrobiła.
Zeus nakazał odnalezienie tego mężczyzny i dostarczenie go na Olimp, aby jego tożsamość mogła zostać ujawniona. Mimo starań, ani Łowczynie, ani bogowie, wysłani, by go znaleźć, nie mogli tego zrobić. Był zagadką. Pojawiał się, gdy półbogowie go potrzebowali, ale znikał, nim ktoś mógł odkryć jego tożsamość lub pochodzenie.
Obecnie, Łowczynie śledziły Echidnę i Chimerę, w pobliżu Chicago. W trakcie podróży, zostały zaatakowane przez małą armie potworów, składającą się z Cyklopów, Drakain, Empuz i Piekielnych Psów. Kilka z myśliwych zostało rannych, gdy zostały zaatakowane z zaskoczenia. Pozostałe Łowczynie próbowały chronić swoje ranne towarzyszki, ale zostały przytłoczone samą liczbą potworów.
Thalia strzelała z łuku tak szybko, jak tylko mogła, ale potwory zbliżał się szybciej. Kiedy zwolniła, nie zauważyła Cyklopa zakradającego się z jej strony. Artemida to zauważyła,ale nie zdążyłaby dotrzeć do niej na czas. Thalia odwróciła się, w samą porę by zobaczyć, jak ręka potwora unosi się, by ją zgnieść. Przygotowała się na śmierć, przymykając oczy. Uderzenie nigdy nie nadeszło. Otworzyła oczy, by zobaczyć strzałę wbitą w czoło Cyklopa, nim ten rozsypał się w pył. W szoku zauważyła, że strzała nie była srebrna lecz czarna.
Córka Zeusa odwróciła się i zobaczyła, jak potwory stają się celami strzał, gdy tylko zbliżą się do Łowczyń na dziesięć stóp. Spojrzała na prawo, aby zobaczyć człowieka, który strzelał strzały z prędkością i dokładnością rywalizującą nawet z najlepszymi myśliwymi. Armia potworów zdawała się wreszcie zauważyć mężczyznę, wysyłając falę potworów ku niemu.
Zamiast się bronić, mężczyzna przywiązał łuk do swoich pleców. Spokojnie wyciągnął dwa złote noże myśliwskie i, kiedy potwory były dziesięć stóp od niego, sprawił, że stanęły w ogniu.
Łowczynie patrzyły z podziwem, jak tajemniczy mężczyzna dziesiątkową armię potworów. Były oszołomione prędkością i gracją z jaką walczył. Jego technika była bezbłędna, gdy zabijał potwora za potworem, tracąc mniej niż sekundę, by zająć się kolejnym.Łowczynie zaczęły myśleć, że był bogiem, który przyszedł, aby im pomóc.
Po zabiciu ostatniej Empuzy, mężczyzna schował noże i zwrócił się do niewielkiej liczby potworów, które wciąż walczyły z Łowczyniami. Zapalił swoje ręce i wysłał dwie, ogromne kule ognia w środek wrogów. Nieliczne, które przetrwały, zostały szybko zestrzelone srebrnymi strzałkami Łowczyń.
Gdy ostatni potwór rozsypał się w pył, Łowczynie ukłoniły się mężczyźnie, który upadł na kolano. Wiedział, co się stanie. Błysk srebra pojawił się przed nim, a chwilę później stała tam bogini Artemida, celując w niego sztyletem. Była zaskoczona, że mężczyzna już klęczał.
- Kim jesteś? – warknęła na niego.
- Powiem ci, lecz nie jest to przeznaczone dla uszu twoich Łowczyń – powiedział z szacunkiem, nie podnosząc głowy.
- Dlaczego? – Artemis zmrużyła oczy.
Człowiek, trzymając głowę pochyloną, wyciągnął rękę w stronę bogini, by ta mogła zobaczyć.
- Szukam Lady Diany, a twoje Łowczynie nie mogą wiedzieć, skąd pochodzę – powiedział tonem pełnym szacunku.
Artemida była zaskoczona. Spojrzała na jego ramię i zobaczyła tam, wypalone, SPQR wraz z kreskami za każdy rok służby. Jednak była tam tylko jedna linia, co było dziwne dla tak starego półboga. Ale to, co najbardziej nią wstrząsneło było to, że zamiast jednego symbolu swoje boskiego rodzica miał dwa. I to symbole dwóch najmniej prawdopodobnych bogiń, tych, które nigdy nie miały półboskiego dziecka. Symbole Westy i Junony były wyraźnie widoczne na jego ramieniu.
- Dlaczego masz symbole Westy i Junony na ramieniu? – spytała podejrzliwie.
- One są moimi patronkami. Nie rozmawiałem ze swoim ojcem od wielu lat – powiedział mężczyzna smutno, wzdychając.
Artemis chciał go przesłuchać na ten temat, ale postanowiłem poczekać.
- Dlaczego tu jesteś? – zapytała
- Przyprowadzałem młodą dziewczynę do twojego obozu, gdy zobaczyłem, że potwory zaskoczyły twoje Łowczynie, pani. Dziewczyna jest ukryta w krzakach, sto jardów po mojej lewej. Powiedziałem jej, by czekała, aż potwory zginął, wtedy po nią przyjdę. - On powiedział spokojnie.
- Pokaż mi swoją twarz! – zażądała Artemida, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie był to mężczyzna, któremu nikomu nie udało się zlokalizować.
Spojrzał w górę, a ona zobaczyła brązowe oczy i brązowe włosy.
- Jesteś człowiekiem, który ratował półbogów, unikając bogów. Jak śmiesz wchodzić do mojego obozowiska bez mojej zgody?! – syknęła z oburzeniem.
Mężczyzna spojrzał prosto w srebrne oczy bogini.
- Nie miałem na myśli braku szacunku, Pani Artemis. Ja po prostu chciałem się upewnić, że te dziewczyny będą bezpieczne. Ich życie nie było dobre, gdy je znalazłem. Nie zabierałem ich do Obozu Herosów, ponieważ nie sądziłem, by dobrze się czuły w pobliżu męskich półbogów.
Coś w jego twarzy, z jakiegoś powodu, wydawało się bardzo znajome Artemidzie, lecz nie mogła wymyślić, gdzie wcześniej widziała tego człowieka.
Zmrużyła oczy, patrząc na niego, ale nie mogła wyczuć kłamstwa w jego słowach. Postanowiła zabrać go na Olimp, gdzie Rada będzie mogła zdecydować o jego losie.
Kazała mu iść za sobą, z powrotem do jej obozowiska. Kiedy tylko dotarli do obozu, trzy najnowsze Łowczynie rzuciły się na niego, piszcząc z zachwytu.
- Blake! – krzyczały, przytulając go mocno.
Artemis patrzyła na to, zszokowana. Były one Łowczyniami, które pojawiły się w obozie całkiem niedawno i wszystkie bały się mężczyzn. Nigdy nie widziała ich tak szczęśliwych.
Chłopak, Blake, uśmiechnął się do dziewczyn.
- Widzę, że znalazłyście to dom, Christy, Megan i Diano – powiedział, szczęśliwym tonem.
Artemida wysłała dwie Łowczynie, by przyprowadziły dziewczynkę ukrytą w lesie i poleciła Blake'owi pójść za nią do jej namiotu, gdy już udało mu się uwolnić od wesołych dziewczynek. Spojrzał w górę, by zobaczyć Łowczynie patrzące na niego, niektóre spojrzały na niego zdezorientowane, inne zaskoczone. Podążył za Artemidą do jej namiotu.
Artemi nieufnie zmierzyła mężczyzne wzrokiem.
- Mówisz, że jesteś Rzymianinem, mimo to wydajesz się być w pełni świadomy Greków. Wyjaśnij! – zażądała.
Blake ostrożnie spojrzał na boginię, wzdychając.
- Nigdy nie powiedziałem, że jestem Rzymianinem, pani Artemido. Z tego, co moje patronki mi powiedziały wynika, że jestem inny. Podobno ojciec odwiedził moją matkę w dwóch aspektach, a nie jednym. Gdy zobaczyła ojca, zobaczyła połączenie obu aspektów. Zatem podobno jestem dzieckiem i Grecji, i Rzymu.
- To nie jest możliwe – stwierdziła. Bogini zamigotała, a po chwili stała przed nim w jej rzymskim aspekcie, jako Diana.
– Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? – spytała podejrzliwie, w łacinie.
- Ja wiem tylko to, co powiedziały mi moje patronki. Nie wiedziałem jeszcze kilka lat temu – odpowiedział jej płynnie.
Diana zmieniła się z powrotem w Artemidę i spojrzała na mężczyznę, zmylona. Był pierwszym takim półbogiem w historii.
- Kim jest twój ojciec? – spytała, mniej groźnie.
- Przykro mi, pani Artemis, ale nie mogę tego ujawnić. Moje patronki powiedziały mi, bym zachował tę informacje dla siebie dla siebie – mężczyzna spojrzał na nią przepraszająco.
- Śmiesz sprzeciwiać się bogini? – Artemida zmrużyła oczy.
- Powiedziałbym ale nie mogę sprzeciwiać się moim patronkom.
Artemida spojrzała na Blake, jej oczy nadal zmrużone. Postanowiła sprawdzić jego wspomnienia. Tak szybko, jak spróbowała to zrobić, tak szybko znów była w szoku, znajdując jego wspomnienia zablokowane. Spojrzała na Blake'a, aby zobaczyć brązowe oczy świecące mocą. Jej oczy rozszerzyły się zanim skrzywiła się.
- Mogłabym cie po prostu zabić – zagroziła bogini.
Zaskakująco, Blake wzruszył ramionami.
- Śmiało, jeśli musisz. Widziałem zbyt dużo strasznych rzeczy na tym świecie, jak na jedno życie.
Oczy Artemidy rozszerzyły się, nim zaszydziła: - Bardzo dobrze, zabiorę cię na Olimp, gdzie mój ojciec zdecyduje o twoim losie.
Blake wyglądał na zmartwionego przez chwile, ale potem uśmiechnął się.
- A co powiesz na umowę?
- A co ty masz, co ja chcę? – Artemida uniosła brwi.
- Proponuję zakład. Jeśli pokonasz mnie w konkursie łucznictwa, powiem ci wszystko, co będziesz chciała wiedzieć, i zabierzesz mnie na Olimp. Jednak, jeśli ja wygram, to zostawisz mnie w spokoju do czasu aż znów się spotkamy– powiedział Blake z nadzieją.
Artemida roześmiała się.
- Myślisz, że możesz pokonać boginię łucznictwa w jej konkurencji? Jesteś tylko kolejnym, głupim człowiekiem. Przyjmuje wyzwanie, chłopcze.
Blake uśmiechnął się i skinął głową. Artemida skrzywiła się, ale zaprowadziła mężczyznę na arenę łuczniczą. Łowczynie zebrały się wokół nich z uśmieszkami, oczekując poniżenia mężczyzny.
- Dziesięć strzał, wystrzelonych w sposób ciągły. Kto będzie bardziej dokładny, wygrywa – powiedziała z uśmiechem Artemida.
Blake skinął głową i wyciągnął zza pleców swój łuk i strzały.
- Start! – krzyknęła Thalia.
Zarówno Artemida i mężczyzna wystrzeliwali strzały z niezwykłą szybkością. W ciągu kilku sekund, oboje skończyli. Artemida wpatrywała się w jej twór triumfalnie, nawet nie poświęcając czasu, by spojrzeć na człowieka.
- T... To... To re... remis – jąkała się Thalia.
Artemida zamarła. Spojrzała na cel Blake'a i zobaczyła identyczną formację.
- Przepraszam, że cię wyzwałem, pani, ale ponieważ nie przegrałem, nie pójdę na Olimp – powiedział Blake przepraszająco, cofając się o krok. Artemida spojrzała na niego w szoku, ale zanim mogła coś powiedzieć mężczyzna zniknął w błysku ognia.
Bogini spojrzała na miejsce, z którego zniknął mężczyzna, zdezorientowana. Mógł uciec, kiedy tylko chciał. Czy on po prostu chciał ja upokorzyć?
- Zostajemy to na noc. Muszę iść na Olimp! – rozkazała wściekła oszołomionym Łowczyniom, nim zniknęła w błysku srebra. Gdy tylko Rada się zebrała, trzynastka bogów i bogiń spojrzała wyczekująco na Artemidę.
- Dlaczego zwołałaś to zebranie, córko?! – zawołał Zeus.
- Miałam mężczyznę, który ratował półbogów w ciągu ostatnich kilku lat, w swoim obozie – powiedziała Artemida cicho.
- Wiec dlaczego nie jest on przed Radą? – zażądał odpowiedzi, a jego oczy rozszerzyły się.
Artemis spojrzała na ziemię.
- Wyzwał mnie do zwodów w łucznictwie. Stawka była taka, że jeśli przegra, spokojnie przyjdzie na Olimp, a jeśli wygra, to pozwolę mu w spokoju odejść - powiedziała Artemida, spoglądając na ziemię.
- Cóż... To dlaczego go tu nie ma? - spytał Zeus, patrząc na nią dziwnie.
- O bogowie... Przegrałaś, prawda? – zaśmiał się Apollo.
- Nie przegrałam! Był remis! – warknęła, patrząc na brata ze wściekłością.
Apollo nadal śmiał się głośno, a kilka innych bogów dołączyło do niego, śmiejąc się z pychy wściekłej bogini .
Zanim ktokolwiek mógł coś powiedzieć, Artemida odwróciła się i spojrzała w oczy Hery.
- Ale, ojcze, znam dwie osoby, które znały jego tożsamość od samego początku.
- Co?! Kto zna tego mężczyznę?! – krzyknął Zeus ze złością.
- Spytaj swojej żony. Najwyraźniej ona i Hestia są patronkami tego mężczyzny - Artemida zmrużyła oczy, na Herę.
- Co? Skąd znasz tego człowieka? – warknął Zeus, patrząc na żonę z wyrazem wściekłości na twarzy.
- On jest naszym mistrzem. Jego tożsamość jest tajemnicą, którą nie będziemy się dzielić – powiedziała z uśmiechem Hera, a Hestia przytaknęła jej.
- Jak śmiałyście ukrywać te informacje przed Olimpem? Ten mężczyzna może stać się zagrożeniem, musi być natychmiast sprowadzony tutaj! – ryknął Zeus.
- On jest naszym mistrzem - powtórzyła królowa bogów, kręcąc głową. - Jak mógłby być zagrożeniem dla Olimpu? On jest wierny nam – dodała z niedowierzaniem.
- Sprowadzisz go na Olimp, czy mam go zrzucić do Tartaru na wieczność?! – krzyknął król bogów, już czerwony na twarzy.
- Nie zrobisz tego. On jest pod naszą ochroną! – syknęła Hera rozwścieczona, wstając, a Hestia jej przytaknęła. Ich oczy świeciły gniewem.
Zeus wydawał się wstrząsinięty ich opiekuńczością.
- Macie natychmiast przyprowadzić go na Olimp albo rozkażę Artemidzie polować na tego mężczyzne. Wyślę również każdego boga i boginię, by zabili go, gdy tylko go zobaczą. - zagroził Zeus.
Hera wyglądała na gotową, by zaatakować męża, lecz Hestia położyła dłoń na jej ramieniu.
- Nadszedł czas, by wrócił do domu, siostro. Mógłby wznowić swoje misje – bogini paleniska powiedziała cicho, na co Hera skrzywiła się, nim odwróciła się w stronę męża.
- Przyprowadzimy go na Olimp, ale nie będziecie mogli go dotknąć. Pozwolisz mu odejść w spokoju i każdy w tym pokoju przysięgnie nie ujawniać jego tożsamości . On jest naszym mistrzem i zostanie anonimowy. - powiedziała mu.
Zeus był zszokowany, lecz zmrużył oczy.
- Dobrze, Hero. Zgodzę się z twoimi warunkami, dopóki mężczyzna nie będzie zagrożeniem - powiedział, jakby w szoku, mrużąc oczy. - powiedział król bogów.
- Przysięgnijcie na Styks. Wszyscy. Albo go ukryjemy tam, gdzie nigdy go nie znajdziecie i będziesz miał dwóch nowych wrogów w Radzie! – syknęła Hera na Zeusa.
Nozdrza Zeusa rozszerzyły się, lecz Posejdon położył rękę na ramieniu brata w uspokajającym geście.
- Uspokój się, bracie. Mówią, że nie jest on zagrożeniem, więc ich warunki są do przyjęcia.- powiedział bóg mórz.
Zeus wyglądał jakby chciał się kłócić, lecz westchnął:
- Dobrze. Rada przysięga na rzekę Styks, żono.
Grzmot huknął na zewnątrz Sali Tronowej. Hera uśmiechnęła się triumfalnie i zniknęła w błysku światła. Pojawiła się chwilę później z mężczyzną o brązowych włosach i brązowych oczach, który rozejrzał się po pomieszczeniu, zmylony.
- Dlaczego tu jestem? – spytał podejrzliwie.
- Nie miałyśmy wyboru - Hera powiedziała, patrząc na niego ze smutkiem. - Chcieli na ciebie polować a póżniej zabić cię. Najwyraźniej Artemida nie mogła pogodzić się z faktem, że nie pokonała cię w łucznictwie – powiedziała, patrząc na Artemis, która odwróciła wzrok.
Mężczyzna spojrzał na wszystkich, wściekły.
- Co? Nie zrobiłem już wystarczająco dużo dla Olimpu? Nie mogę mieć pięciu lat spokoju?! – spytał gniewnie.
- Co masz na myśli, chłopcze? Nigdy wcześniej cię tu nie było – Artemida zdrwiła
- Uważaj, co mówisz do mojego mistrza, Artemido - powiedziała Hera, uśmiechając się do przybranej córki. - Gdyby nie on, mogłabyś nadal tkwić pod sklepieniem nieba.
Oczy Artemidy rozszerzyły się, gdy Hera pstryknęła oczami. Mężczyzna zaczął się zmieniać, jego włosy stały się czarne, a oczy zielono-morskie, takie, jak kiedyś, tyle że teraz miał w nich brązowe przebłyski.
- Perseusz?– szepnęła Artemida.
***************************************************************
Jeśli nie będzie żadnego komętarza historia ta nie będzie kontynuowana.